Krótka historia o lęku w czasach koronawirusa

Dzisiaj temat, który pozornie odbiega od tematyki bloga. Strach. Lęk. Panika. To emocje znane każdemu z nas, a w ostatnich tygodniach mieliśmy z nimi styczność jeszcze częściej, niż normalnie.

Koronawirus wywrócił nasze życia do góry nogami. Najpierw baliśmy się (a raczej nadal boimy) samej choroby. Zewsząd docierały do nas informacje o kolejnych przypadkach; śledziliśmy informacje, statystyki, coraz to nowsze przepisy i rozporządzenia. Walczyliśmy, czy może broniliśmy się przed niewidzialnym przeciwnikiem, który mógł być ukryty w zasadzie gdziekolwiek i zaatakować w każdej chwili.
Następnie sami dokładaliśmy sobie emocji powielając fake newsy i kolejne teorie spiskowe.
Teraz z kolei żyjemy w jakiejś dziwnej bańce, zawieszonej gdzieś między kolejnymi rozporządzeniami rządu i zakazami a zdrowym rozsądkiem i chęcią wyjścia po bułki bez strachu.

To nie są warunki sprzyjające zdrowiu psychicznemu. Psychiatrzy biją na alarm, a psychologowie ostrzegają, że wkrótce wiele ludzi będzie cierpiało na zespół stresu pourazowego.

Ja sama na początku epidemii wpadłam w okropną panikę

Mimo tego, że przypadków w samej Polsce było niewiele, moja paranoja dawała o sobie znać bardziej niż zwykle. W każdej mijanej osobie widziałam potencjalnego nosiciela wirusa. Bałam się iść do sklepu, w pracy wstawałam od biurka co pół godziny, żeby dezynfekować ręce, a po powrocie do domu płakałam w poduszkę. Pamiętam jeden dzień, kiedy ryczałam do telefonu mówiąc, że ja już nie dam rady i nie zamierzam wychodzić z domu przez kolejny miesiąc.

Zawodziły wszystkie znane mi techniki relaksacyjne.
Jak miałam skupiać się na napełnianiu powietrzem brzucha, skoro nie mogłam wziąć żadnego głębszego oddechu? Jak miałam oczyścić umysł i pozwolić myślom swobodnie przepływać, skoro czułam, że jestem w stanie zagrożenia?

Pomogła mi wtedy jedna rzecz (oprócz wyjazdu na wieś i odseparowania się od ludzi) – olej CBD.

O CBD usłyszałam po raz pierwszy wiele lat temu, kiedy nie był jeszcze zbyt znany w Polsce, ale potraktowałam go raczej jako ciekawostkę, niż realne rozwiązanie. Od tak wielu lat męczyłam się z lękiem i atakami paniki, że ciężko było mi uwierzyć, że jakieś kropelki mogą mi pomóc. Później, gdy o oleju z konopii mówiło coraz częściej, uznałam, że może rzeczywiście być jakimś remedium. Jednak wtedy bałam się go spróbować – co jeśli wywoła jakieś dziwne, psychodeliczne wizje i pogłębi moje lęki?

Jak widać, moja decyzja o spróbowaniu cbd była poprzedzona dużą ilością czytania, zbierania informacji, śledzenia badań przeprowadzanych na całym świecie i szukania historii prawdziwych użytkowników. Nie było to jednak łatwe, bo wszędzie widziałam reklamy, sponsorowane artykuły i wypowiedzi dystrybutorów udających użytkowników swoich produktów. Gdy jednak zgromadziłam wystarczająco dużo pozytywnych opinii, uznałam, że jestem gotowa na poświęcenie stu złotych i spróbowanie tego dziwnego specyfiku na sobie.

Pierwsze wrażenie?

CBD wypróbowałam go w dniu, kiedy czułam się okropnie źle. Nie byłam w stanie skupić się na niczym innym niż na bliżej nieokreślonym poczuciu zagrożenia. To uczucie na pewno jest znane wszystkim osobom zmagającym się z zaburzeniami lękowymi.

Najpierw pojawia się jedna, niby nic nie znacząca myśl, która pozornie znika tak szybko, jak się pojawiła. A jednak ciągle gdzieś tam jest. Chowa się gdzieś głęboko w naszej podświadomości i drąży. Drąży coraz to głębiej i głębiej, pochłaniając coraz większą powierzchnię naszego umysłu i rysując przed nami coraz to straszniejsze wizje. Nie szkodzi, że wizje te są zupełnie nieprawdopodobne. Myśli te unieruchamiają, zniewalają i paraliżują, zostawiając mnie niezdolną do jakiejkolwiek reakcji.

Tak właśnie było i tamtego dnia. Zupełnie straciłam nadzieję na wyjście z tego stanu i spisałam dzień na straty, planując spędzić go w łóżku. CBD potraktowałam jako ostatnią deskę ratunku, z którą jednak nie wiązałam żadnych nadziei. W końcu w tamtym momencie widziałam moje życia w tylko i wyłącznie czarnych barwach i nie przewidywałam możliwości poprawy.

Zakropliłam kilka kropelek oleju pod język i wróciłam do łóżka, żeby jeszcze trochę się pomartwić. (A w między czasie próbowałam powstrzymać odruch wymiotny, bo zapach konopi jest specyficzny). Leżałam więc, leżałam… aż w końcu stwierdziłam, że już się nie martwię! Że jednak nie jest aż tak źle i że myśli, które przed chwilą były tak bardzo paraliżujące, nie robią już na mnie wrażenia.
Totalnie nie mogłam w to uwierzyć i początkowo nie łączyłam tej zmiany z CBD, zrzuciłam ją na przypadek lub placebo. Kontynuowałam jednak testy i używałam oleju za każdym razem, kiedy ogarniał mnie lęk.

Po roku testów

Teraz, po prawie roku testów, mogę z całą pewnością powiedzieć, że CBD mi pomaga.

Jak nic innego. Działa jak zimny prysznic dla mózgu, otrzeźwia, mam wrażenie, że daje mi pewną perspektywę i możliwość dostrzeżenia, że moje lęki są irracjonalne i nie muszę się ich bać. Dodatkowo cudownie pomaga w zasypianiu i odprężeniu.
Nie działa jak klasyczny środek uspokajający. Po kilku kroplach oleju nie czuję się senna, rozleniwiona, ani nieskoncentrowana. Nie czuję też nadmiernej euforii czy ekscytacji. Jedyne, co odczuwam to spokój. Mam wrażenie, że po zażyciu oleju zyskuję dystans i chłodniejsze spojrzenie na otaczający mnie świat. Nadal jestem świadoma czynnika, który wywołał panikę, ale nagle już mnie nie przeraża – jestem w stanie popatrzeć na niego zdroworozsądkowo. Dla osób praktykujących uważność, interesujący może być też fakt, że po CBD dużo łatwiej jest mi się skupić na teraźniejszości.

Olej CBD pomógł mi we wspinaczce, gdy lęk przed odpadaniem uniemożliwiał mi rozwój; w czasie egzaminów na uczelni, kiedy ze stresu nie mogłam zrozumieć żadnego czytanego podręcznika; gdy bałam się koronawirusa; gdy toksyczna sytuacja w pracy sprawiała, że nie mogłam skupić się na pracy i w wielu, wielu innych sytuacjach.
Były okresy, gdy używałam CBD codziennie przez kilka tygodni oraz takie, gdy używałam go doraźnie. W obu scenariuszach sprawdzał się równie dobrze.

Nie wytłumaczę dokładnie, jak działa olej CBD na mózg czy układ nerwowy

Nie będę też opisywała przeprowadzonych badań. Nie jestem naukowcem, miałam słabe oceny z biologii i chemii, więc jeśli ktoś jest zainteresowany bardziej fachową wiedzą, to zostawię na dole kilka mądrzejszych artykułów. Przeczytałam je wszystkie, choć ciągle nie do końca rozumiem działania tych wszystkich receptorów i mechanizmów. Wiem, że kannabinoidy nadal nie są do końca przebadane i przetestowane, a część lekarzy nie wierzy w ich działanie i uznaje je za placebo.
Może nawet tak jest, ale co z tego, skoro na mnie działa bardzo skuteczne i dźwiga mnie w w wielu trudnych sytuacjach?

Czy jest to rozwiązanie długoterminowe?

I tak, i nie. Z jednej strony wiem, że olej CBD będę brała prawdopodobnie do końca życia. Z drugiej – nie polegam tylko na nim, bo wiem, że wszystkie moje lęki powstają z jakiegoś powodu. Bardzo intensywnie pracuję więc nad tym, żeby te źródła zrozumieć i oswoić. Byłam na terapiach (choć nie wspominam ich zbyt dobrze), czytam mądre książki, robię dużo psychologicznych ćwiczeń, medytuję, obserwuję swoje wzory zachowań i myśli. I widzę efekty, chociaż jest to bardzo mozolna praca. Wiem też, że prawdopodobnie pewne lęki zostaną ze mną na zawsze, ale dzięki różnorodnym narzędziom, jestem w stanie je okiełznać i bardziej lub mniej normalnie funkcjonować.

Podsumowując: czy polecam olej CBD?

Zdecydowanie! Wybierając konkretny olej zwróćcie tylko uwagę na to, czy dany produkt ma badania przeprowadzone przez zewnętrzne podmioty, które potwierdzą zawartość kannabinoidów. Nie słuchajcie też dystrybutorów z grup na Facebooku, gdzie wszyscy dysponują podobno najlepszymi szwajcarskimi/amerykańskimi/niemieckimi produktami dziwnego pochodzenia i mogą wam je sprzedać w okazyjnej cenie. Ja sama przetestowałam tylko jedną markę i jestem z niej bardzo zadowolona (ale nie jest to artykuł sponsorowany, producent nawet nie wie, że go piszę).

I pamiętajcie proszę, że olej CBD to nie jest magiczne rozwiązanie, które sprawi, że wszystkie nasze lęki znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Problemy natury psychicznej należy rozwiązywać u podstaw i raczej przy pomocy specjalistów. Nie jest to łatwy proces; przeciwnie – boli, męczy, denerwuje, frustruje. Zmusza do wyciągnięcia na wierzch najbardziej nieprzyjemnych wspomnień, wyrzucenia głęboko schowanych traum i lęków.

Ale uważam, że warto. Życie w strachu, szczególnie tym nie do końca uzasadnionym jest okropne i bezsensowne. Traci się przez niego czas, możliwości i okazje. Sprawia, że omijają nas piękne chwile i doświadczenia. Zamyka w klatce, choć niewidzialnej i dla wielu abstrakcyjnej.

A bardzo nie chciałabym obudzić się za 30 lat i uświadomić sobie, że nie wykorzystałam danego mi czasu, bo za bardzo się bałam.

Źródła:
https://link.springer.com/article/10.1007/s00213-008-1168-x
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20829306
https://link.springer.com/article/10.1007%2Fs13311-015-0387-1

P.S. Jeśli chcecie być na bieżąco z nowymi postami, to zapraszam do polubienia strony na Facebooku lub na Instagramie . Tam też wrzucam moje różne przemyślenia czy obserwacje (bardziej lub mniej mądre) i zdjęcia zwierzątek.

Miłego dnia i trzymajcie się! Pamiętajcie proszę, że wszystko przemija, nawet te złe chwile.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *