laptop kwiaty

Dlaczego zdalne nauczanie jest super?

Nauczanie zdalne budzi kontrowersje i ogromną krytykę. Ja jednak uważam, że jest jednym z największych odkryć obecnych czasów i zmieni nasze życia na lepsze.

Jestem studentką. Studiuję już od kilku ładnych lat, a już na pewno dłużej, niż przewidują to normy. Dzięki temu zdobyłam całkiem niezłą perspektywę na cały ten studencki światek i ekosystem (oraz szkolny, bo przecież spędziłam też kilka lat w szkole). Ale nie chcę teraz wspominać. To, co się obecnie dzieje w szkołach wyższych oraz tych niższych, to zdecydowanie najzabawniejszy i najciekawszy okres w mojej edukacji.

Dlaczego?

Ano tak, jak głosi tytuł tego wpisu: nauczanie zdalne.

Wszyscy wiemy, że nauczanie zdalne to koncept wymyślony na biegu i zupełnie niedopracowany. Wiem, że rząd zostawił ten temat ministerstwu, ministerstwo przerzuciło go na szkoły, szkoły na nauczycieli, którzy to naukę zostawili rodzicom. I wiem także, że prawie wszyscy ten pomysł krytykują.

Wśród krytycznych głosów wobec e-lekcji słychać głównie, że:

  • nauczyciele nie są przygotowani i nie mają odpowiednich umiejętności technicznych czy sprzętu
  • nie wszystkie dzieci mają dostęp do komputera (co jest zupełnym absurdem i sytuacją dla mnie niewyobrażalną w XXI wieku i czasach 500 plus oraz licznych zasiłków)
  • rodzice muszą poświęcać dużo czasu na pomoc dzieciom w nauce

Mimo tych argumentów i medialnej burzy, w badaniu przeprowadzonym dla Wirtualnej Polski, dokładnie tyle samo rodziców popierało, co było przeciwnych zdalnemu nauczaniu. A jeszcze więcej, bo prawie 60 procent jest za utrzymaniem tej formy aż do całkowitego wygaszenia epidemii.

Ja również uważam, że zdalne nauczanie to najlepsza rzecz, jaka wyniknęła z całej tej sytuacji koronawirusowo – kwarantannowej.

Żyjemy w XXI wieku. Mamy coraz mądrzejsze telefony (często mądrzejsze od ich użytkowników), supermocne komputery, sztuczne inteligencje, które drwią sobie z ludzi i samochody, które same się prowadzą, a nawet wybiorą czy uderzyć w hydrant czy rower.

Dlaczego więc przeprowadzenie zajęć przez komputer jest tak wielkim wyzwaniem?

Z mojej perspektywy (żeby zachować się fair, dodam, że uprzywilejowanej singielki z dużego miasta, pracującej w korporacji), widać same plusy.

Jakie plusy mam na myśli?

  • zdalne nauczanie i wynikające z niego zamieszanie i chaos to szansa na „ukomputeryzowanie” polskich szkół i społeczeństwa ogólnie. W końcu ktoś może zwrócić uwagę na to, jak bardzo zacofana jest edukacja w naszym kraju; że jeszcze kilka lat temu w szkołach używano dyskietek, a na informatyce dzieci uczyły się przepisywać test do notatnika
  • z wielu stron docierają już głosy o dofinansowaniu płynącym do szkół, domów dziecka czy rodzin w trudniejszych sytuacjach
  • zarówno uczniowie, jak i nauczyciele mogą się otworzyć na nowe źródła wiedzy i sposoby nauki. Ludzie w końcu zwrócili uwagę na bogactwo materiałów, wykładów i kursów online, które są cały czas dostępne, często zupełnie za darmo
  • osoby nieśmiałe, introwertycy i z fobią społeczną wreszcie mogą odetchnąć
  • dzieci, które w szkole były dyskryminowane lub źle traktowane, w końcu nie muszą widzieć się ze swoimi oprawcami. Rzadko się o tym mówi, ale tysiące dzieci codziennie przeżywa ogromny stres związany z lekcjami. Spowodowany milionem rzeczy: należnością do mniejszości (jakiejkolwiek), rówieśnikami, którzy uznali ich za dobry cel żartów czy nauczycielem, który potocznie mówiąc się „uwziął”. I mało kto reaguje, zanim jest za późno
  • możliwość przerabiania materiału w swoim tempie i w taki sposób, jaki każdemu odpowiada
  • sowy (czyli ludzie, którzy są najbardziej produktywni wieczorami) mogą w końcu przestać zmuszać się do wstawania o nieludzkich porach, a uczyć się wtedy, kiedy ich mózgi przyswajają wiedzę najlepiej

Poza tym, e-lekcje i e-zajęcia mają dokładnie te same elementy, co ich offlinowe odpowiedniki:

  • tradycyjny brak kredy albo wypisane flamastry zamieniły się w awarię tableta graficznego albo monitora
  • klasowi klauni krzyczący brzydkie słowa z ostatniej ławki ustąpili teraz miejsca patostreamerom i dziwnym dźwiękom do kamery
  • pies, który zjadł pracę domową zmienił się w wirusa, który usunął prawie gotowy plik z rozwiązaniami z komputera
  • na spotkanie online można zaspać dokładnie tak samo, jak na te na żywo
  • nauczyciel nadal może zadawać pytania na wyrywki, tylko teraz można udawać awarię internetu i przerwanie połączenia

Pierwsze próby nauczania zdalnego podjęto z resztą już w VIII wieku

Caleb Philips, amerykański nauczyciel stenografii, zamieścił ogłoszenie w gazecie mówiące: „ktokolwiek w całym kraju pragnący uczyć się tej sztuki może, otrzymując kilka przesłanych lekcji tygodniowo, być tak znakomicie nauczony, jak mieszkańcy Bostonu”. W 1965 roku uruchomiono pierwszy kurs e-learningowy, na Uniwersytecie Illions. W Polsce pionierem w tej dziedzinie był Uniwersytet Jagielloński, który oferował korespondencyjne kursy rzemieślnicze.

Jeśli już wtedy dawano sobie radę, to czemu my mielibyśmy narzekać?

Czyżby miało to jakiś związek z tym, że kiedyś chęci były jakby większe? A może z tym, że jeszcze na początku XX wieku nie istniał obowiązek szkolny, a nauka była bardziej przywilejem niż nieprzyjemną koniecznością?

Jeśli chcesz zostać ze mną w kontakcie, to zapraszam na Instagrama, gdzie znajdziecie codzienne przemyślenia, memy i zdjęcia kwiatków ❤

6 komentarzy

  • Karolina

    Moim zdaniem to totalna porażka. W następnym roku szkolnym będę pisać maturę. Chemia, matematyka czy chociażby biologia to porażka w ten sposób. Takie przedmioty wymagają pokazywania i doświadczania. Prowadzone w ten sposób na zasadzie prezentacji i rozwiązywania zadań nie dają zamierzonych efektów. Jeszcze przez pierwsze dwa tygodnie było w porządku, ponieważ kończyliśmy to co było jeszcze na lekcjach w szkole. Gdy wchodzimy w nowe działy zaczynają się schody. Do tego wiele młodych ludzi (ale i nie tylko) potrzebuje fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem. Zresztą zmiana otoczenia, tzn. Wychodzenie do szkoły i na inne zajęcia również doddaje nam w pewien sposób eneregii oraz motywacji. Argument o motywacji może Pani odebrać za usprawiedliwianie lenistwa, ale w żadnym wypadku. Są ludzie, którzy wspaniale czują się w zamknięciu (i ekstra: o ile naprawdę tak siedzą, a nie wychodzą codziennie po zakupy, na spacerki i inne wyjścia towarzyskie), ale jest i sporo takich, którzy stosują się do zaleceń i wiedzą, że jeśli nie muszą wychodzić to tego nie robią dla dobra nas wszytskich. Z innej beczki, wie Pani jak wyglądają teraz zajęcia w szkole muzycznej? Lekcja instrumentu przez skype (słaby przekaz dźwięku, dynamiki i intonacji), dyktanda melodyczne przez internet, zaliczanie zadań wokalnych przez telefon. Lekcje dodatkowego instrumentu (obowiązkowego fortepianu dla innych specjalności niż główny fortepian) to porażka. Posiadam w domu keyboard. Nie jest qybitny jakościowo, ale ja inwestuję w swój głowny instrument. Z czasów sprzed kwarantanny można było wypożyczać salę i grać na pianinie szkolnym. Teraz jest to niemożliwe i wiele uczniów ma problem. Przedmiot zaliczyć trzeba, a zakup pożądanego instrumentu do koszt ponad 2000 zł. Do tego znalezienie miejsca w mieszkaniu na chociażby pianino elektryczne. Do tego wszytskiego brak konsekwencji ze strony nauczyciela. Wysyłanie zadań na różne media (raz Librus, raz mail, potem jeszcze jakaś platforma) oraz brak konsekwencji w godzinach wysyłania takich zadań (raz jest to 18 raz 9.00 a jeszcze zdarza się 3.30). Nie chcę teraz naskakiwać tylko na nauczycieli. My również nie jesteśmy święci. Nie wyobrażam sobie dalszej nauki w ten sposób. Wiem jaka jest sytuacja na świecie, ale jeśli do września ma to tak wyglądać, to szczerze mówiąc, nie wiem jak będę to znosić psychicznie. Do tego kumulacja braku odpowiednio przekazanej wiedzy i słabego stanu psychicznego nie wróży sukcesu na maturze. Jeszcze jest oczywście temat konkursów, olimpiad i innych inicjatyw. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja wiem, że sytuacja jest zła. Coraz więcej zachorowań, ciężka praca wielu ludzi. Próbuję tylko przedstwiać mój punkt widzenia à propos edukacji zdalnej. Myślę (a nawet wiem od wielu moich znajomych), że nie jest to dobry sposób na dłuższą metę. Pozdrawiam serdecznie.

    • Tomek

      Ooo widzisz, to dobrze, że pojawiła się wypowiedź osoby ze szkoły z jakąś praktyczną specjalizacją. W sumie nie zwróciłem wcześniej na to uwagi, że uczniowie tego typu szkół mają jeszcze trudniej. I podejrzewam, że mało kto zwraca na to uwagę.
      „Myślę (a nawet wiem od wielu moich znajomych), że nie jest to dobry sposób na dłuższą metę.” –> No właśnie, na dłuższą metę. Tutaj jest ten problem, że rząd chyba nie przewidział długości tej mety.

  • Tomek

    „nie wszystkie dzieci mają dostęp do komputera (co jest zupełnym absurdem i sytuacją dla mnie niewyobrażalną w XXI wieku i czasach 500 plus oraz licznych zasiłków)” –> Nie zgodzę się, że to taki całkowity absurd. Fakt, że mamy XXI w. nie oznacza, że nie ma w Polsce dzieci z ubogich rodzin, których faktycznie nie stać na kupno komputera. Pobieranie zasiłków też nie musi oznaczać, że ta kasa zostanie przeznaczona na sprzęt dla dziecka, podejrzewam, że znajdą się takie rodziny, w których zasiłki zostają przeznaczone na bardziej niezbędne wydatki (albo całkowicie zbędne w przypadku przepijającej wszystko patologii). A nawet jeśli już ten komputer jest, to kolejnym problemem, który może się pojawić (choć tu już raczej w kwestii lekcji w formie połączeń video), jest jego jakość – sprzęt niekoniecznie musi być na tyle mocny, a łącze na tyle przepustowe, żeby (sprawnie) uciągnąć tego typu połączenia. Generalnie fakt, że nie wszystkie dzieci mają dostęp do komputera, nie jest wcale takim absurdem. Bardziej bym się zastanawiał nad tym, jaki jest to procent (lub promil) ogółu i czy jest on na tyle duży, żeby faktycznie uznać go za istotny problem.

    A w tekście o Phillipsie wkradł się błąd, chyba żył trochę później, niż w VIII w. 😉

    • karolowanka

      Dzięki za komentarz! Pochodzę z małej, raczej biednej mieściny. Moja ciocia jest dyrektorką szkoły w jeszcze mniejszej i jeszcze biedniejszej wsi, więc znam takie sytuacje od środka. Znam osobiście rodziny w bardzo ciężkich sytuacjach, z pięciorgiem dzieci bez dostępu do komputera. A tam komputera, bez dostępu do bieżącej wody albo łazienki. I jest to okropnie niesprawiedliwe, że niektóre dzieci są wychowywane pod kloszem, a inne zimą biegają do studni, ale nie można całego kraju dostosowywać do tych wyjątków. (Bo moim zdaniem są to wyjątki). I 99% z nich wynika niestety z zaniedbań rodziców.
      Już nie mówiąc o tym, ile jest akcji pomocowych, żeby takim sytuacjom zapobiegać. Ja sama zrzucałam się na komputery do domu dziecka i wiem, że kupiono ich kilka sztuk po jednym – dniu zbierania pieniędzy. I takich akcji jest sporo, aż miło na sercu się robi, jak się o nich czyta 😉

      A co do Philipsa, to bardzo dziękuję, zaraz zweryfikuję! <3

      • Tomek

        Nie no, to, że nie można dostosowywać ogółu do wyjątków, to oczywiste, bo wtedy właściwie nie można było by zrobić nic. Ale nie można też całkiem o tych wyjątkach zapominać. Dlatego wspomniałem wcześniej o tym udziale procentowym. Oczywiście wiem, że nikt tego nie policzy, ale gdyby ktoś się pokusił i gdyby się okazało, że procent takich dzieci, które w tym momencie pozostawione są praktycznie same sobie, jest jednak zauważalny, to może rząd powinien się zastanowić także nad jakimś rozwiązaniem dla nich? Bo teraz właściwie jedyna opcja dla takich dzieci to pożyczanie zeszytów od kolegów i odpisywanie.

        Inna sprawa, już tak ogólnie, nie tylko edukacyjnie, jest taka, że moim zdaniem cała ta sytuacja z wirusem została rozdmuchana aż za bardzo, do granic możliwości, a poziom niebezpieczeństwa nie jest aż tak wielki, jak wszędzie trąbią. No ale to temat na osobną dyskusję.

  • Ptaki

    Poczynię pewną analogię do przedstawionej w artykule wizji eldorado nowych źródeł i sposobów nauczania: w obliczu ogromnej liczby dań, niekoniecznie rośnie apetyt, a już na pewno nie zachodzi równoczesne przyspieszenie, jeśli chodzi o możliwości trawienne człowieka.
    Z tzw. postępem (zwłaszcza technologicznym) widzę problem stary jak świat: czy zasuwający w karuzeli chomik, przybliża się jakkolwiek do momentu wydostania się na zewnątrz? Oczywiście zawał, czy kraksa (dla pędzących za marchewką postępu i wkręconych w młyn, w to błędne koło) są pewnym uwolnieniem, niemniej, osobiście bardziej mnie przekonuje obrona dojrzałej świadomości, co oznaczałoby ów zdrowy, a zatem zdolny do unikania nadmiaru, „metabolizm”.
    Wybór, nie zaś dyktatura technokratycznych rozwiązań, jest zatem dla mnie kluczowy.
    Niestety, zazwyczaj wybory „dzieją się” właśnie podczas biegu pociągu 😉 (patrz „Doktryna szoku” Naomi Klein), kiedy trudno jest właściwie oszacować parametry wyłaniającej się rzeczywistości.
    Warto zostawić miejsce na udział wszelkich amiszów kultury, obyczajów, tradycji budowania społeczeństw. W czasie awarii skomlikowanej elektroniki, prądu i nie wiedzieć jeszcze jakich cudów cywilizacyjnych, może się okazać, że właśnie stamtąd, ze świata prymitywnych urządzeń, osławionych modeli silnych maszyn i ludzi zaczerpniemy modeli do przetrwania.
    (Polecam lekturę książki Marca Elsberga „Blackout”).
    Na koniec wspomnę jeszcze, że w moim odczuciu żyjemy w nieustannie aktualizującym się systemie biurokracji  (z wizji Franza Kafki), która teraz jedynie weszła level wyżej, na łącza.
    Oby wspaniałe „okablowanie” wszystkich nie okazało się pyrrusowym zwycięstwem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *